Znany dziennikarz piszący m. in. w tygodniku „Do Rzeczy” dołączył do coraz dłuższej listy naszych obywateli mających zakaz wjazdu na terytorium Ukrainy. Wybierał się tam w ramach wyjazdu studyjnego przedstawicieli mediów organizowanego przez Centrum Mieroszewskiego oraz Instytut Ukraiński.
Warzecha twierdzi, że na granicy skierowano go z busa wiozącego polską delegację do pomieszczenia straży granicznej. Przesiedział tam siedem godzin w oczekiwaniu na decyzję. W międzyczasie podejmował interwencje na, jak sam twierdzi, wysokim szczeblu. Nic to jednak nie dało. Bez żadnych wyjaśnień Służba Bezpieczeństwa Ukrainy cofnęła go do Polski, wydając mu przy okazji decyzję o trzyletnim zakazie wjazdu na Ukrainę.
Jak zwykle w takich sytuacjach, sam zainteresowany nie otrzymał uzasadnienia podjętego rozstrzygnięcia, zatem trudno mu będzie się od niego odwołać. Prawdopodobnie decyzja zapadła na podstawie ogólnego sformułowania o stwarzaniu przez niego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego Ukrainy. Warzecha od lat dość konsekwentnie krytycznie podchodzi nie tylko do aktualnych władz w Kijowie, ale też promowanej przez media głównego nurtu wizji zwycięstwa Ukrainy w trwającym konflikcie zbrojnym. Publicysta wielokrotnie dawał temu wyraz, uzyskując przy tym spore zasięgi i rzesze zwolenników. To dzięki niemu spora część konserwatywnych czytelników w Polsce zrewidowała swoje podejście do wojny, a przede wszystkim zmieniła nastawienie do polityki władz polskich wobec Kijowa. Warzecha niejako wyprowadził pewne poglądy na szersze wody - wcześniej były one artykułowane raczej w mniejszych, bardziej niszowych mediach.
„Komuś w strukturach bezpieczeństwa Ukrainy bardzo zależy na tym, aby podważać budowanie lepszych relacji polsko-ukraińskich. Chciałem skonfrontować swoje poglądy z otwartymi politykami i liderami opinii na Ukrainie. Niestety, nie było mi to dane”
- skomentował sam zainteresowany. Rzeczywiście lektura jego wrażeń z pobytu w tym kraju mogłaby być ciekawa, a przede wszystkim odmienna od oficjalnej linii mediów głównego nurtu. Gdy tylko Warzecha zapowiedział publicznie swój wyjazd do Kijowa, mieliśmy jednak poważne wątpliwości co do tego czy zostanie tam wpuszczony. Decyzja SBU świadczy o prowadzeniu przez służby ukraińskie monitoringu treści publikowanych w polskich mediach i natychmiastowego wpisywania na czarną listę wszystkich tych, którzy ośmielają się mieć u nas opinię krytyczną na temat działań Kijowa.
#Ukraina #granica #zakaz #Warzecha #SBU
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥67👍46🤔44👏41❤34😢21💯21😱18🙏16
Tym razem doszło do ataku za pomocą lotnictwa (widziano dwa samoloty) na wyspę Keszm, położoną u irańskich brzegów Cieśniny Ormuz. Skala zniszczeń nie jest znana, ale była to zapewne największa akcja tego rodzaju w ciągu ostatnich tygodni.
Doszło do niej przed wyborami cząstkowymi do Kongresu, co samo w sobie jest przedsięwzięciem politycznie dość ryzykownym. Nie dalej jak kilka dni temu Donald Trump i jego zastępca J. D. Vance zapewniali bowiem, że negocjacje z Teheranem w sprawie zakończenia konfliktu i odblokowania Cieśniny Ormuz są na jak najlepszej drodze. Trudno zatem zrozumieć decyzję amerykańskiego dowództwa o zaatakowaniu Keszm akurat teraz. Niektórzy traktują to jako zapowiedź i sygnał, że ataki po wyborach mogą zostać wznowione na większą skalę. Inni zwracają uwagę, że mimo wszystko Biały Dom niezbyt intensywnie chwalił się nalotem na irańską wyspę, ale przecież w obecnej rzeczywistości medialnej trudno oczekiwać, że tego rodzaju działania zbrojne uda się zachować w tajemnicy.
Pewnym wyjaśnieniem może być fakt, że z wyspy siły irańskie ostrzeliwały amerykańskie samoloty patrolujące okolice wejścia do Zatoki Perskiej. Co mogło się na niej znajdować? Przede wszystkim stacje radiolokacyjne i radary stanowiące część systemu kontroli Iranu nad Cieśniną Ormuz - zarówno przepływających przez nią statków, jak i pojawiających się nad nią samolotów. Poza tym na wyspie miały być rozmieszczone systemy rakietowe ziemia - powietrze oraz zestawy obrony przeciwlotniczej. Wczorajszy atak sięgnął nie tylko samej wyspy, ale również portowego miasta Bandar Lengeh położonego nieopodal.
Być może działania wojsk amerykańskich mają też szersze podłoże międzynarodowe i stanowią zwiastun nowej eskalacji realizowanej w porozumieniu, a może nawet na zamówienie Benjamina Netanjahu. Plan izraelskiego premiera po wyborach do Knesetu jest jasny: dążenie do zachowania władzy. A skoro nie pozwala na to parlamentarna arytmetyka, to niemal otwarcie zapowiadany jest scenariusz wojenny. W warunkach wznowienia konfliktu zbrojnego Netanjahu będzie mógł zaapelować o stworzenie rządu jedności narodowej, co pozwoli mu na zachowanie stanowiska, przynajmniej przez pewien czas. Już pojawiły się pogłoski, że zaproponował układ, w którym on sam pozostanie szefem rządu przez pierwsza połowę czteroletniej kadencji, zaś po dwóch latach zastąpi go lider opozycji Gadi Eisenkot.
#Iran #USA #Keszm #wojna #Izrael
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥74❤54🤔43👍38👏28😢23🙏19💯16😱7👎1
Lider Konfederacji Korony Polskiej zdecydował się jako jedyny polski polityk zwrócić się do znanego amerykańskiego dziennikarza, bijącego rekordy oglądalności najpierw jako zwolennik MAGA i Donalda Trumpa, a ostatnio jako zażarty krytyk obecnej administracji. Poszło o historię.
Carlson w jednej z rozmów, którą przeprowadził w październiku, stwierdził, że atak III Rzeszy na Polskę w 1939 roku uzasadniony był przede wszystkim rewizjonizmem terytorialnym narastającym po traktacie wersalskim. Jednocześnie przekonywał, że głównym celem Berlina było wówczas nie zaatakowanie Wielkiej Brytanii, przypominając swojemu brytyjskiemu rozmówcy, że to Londyn zdecydował się zaatakować Berlin, a nie odwrotnie.
Grzegorz Braun w swoim liście otwartym do amerykańskiego dziennikarza i komentatora podkreśla, że II wojna światowa stanowiła wynik działań anglosaskich wspieranych przez Francję. Przypomina, że Londyn i Paryż tworzyły iluzję gwarancji bezpieczeństwa dla II RP, później realnej wojny Niemcom nie wypowiadając. Przekonanie o wiarygodności tych gwarancji polskiej przedwojennej klasy politycznej oczywiście świadczyło o jej ogromnej naiwności. Jednak celem podstawowym Londynu było wówczas zderzenie militarne Niemiec i Związku Radzieckiego. Aby stało się ono możliwe, musiało dojść do likwidacji państwa buforowego pomiędzy tymi potęgami militarnymi, a takim była właśnie Polska. Braun wychodzi z założeń klasycznej geopolityki anglosaskiej. Przede wszystkim zdaje sobie sprawę z nieuchronności konfliktu między potęgą morską a potęgą lądową. Ewentualny sojusz niemiecko-radziecki lub utworzenie przez Berlin albo Moskwę silnej strefy kontynentalnej stanowiłoby wyzwanie dla Anglosasów, największe możliwe zagrożenie dla ich interesów. Właśnie dlatego zasadniczym celem elit londyńskich było doprowadzenie do brutalnego konfliktu na kontynencie europejskim, który umożliwiłby im zastosowanie zasady dziel i rządź wobec swoich największych potencjalnych rywali.
Braun twierdzi, że Polska mogła zdecydować się na udział w niemieckim projekcie budowy ośrodka kontynentalnego.
„Smutna prawda o polskiej tragedii z września 1939 r. jest taka, że odpowiada za nią anglosasko-francuska perfidia i nasza własna, polska głupota, która kazała nam odrzucić jedyną istniejącą wtedy szansę ocalenia, jaką było polityczne porozumienie z III Rzeszą, leżące jeszcze wiosną 1939 r. w granicach naszych możliwości. Notabene, w odróżnieniu od Polski, prawie cała Europa w taki czy inny sposób dogadała się z Hitlerem, wspomagając jego wysiłek wojenny bez monstrualnych strat, które stały się niestety naszym, polskim udziałem”
- pisze polski poseł do Parlamentu Europejskiego.
Braun zaprosił Carlsona do Polski, by poszerzyć horyzonty geopolityczne Amerykanina. A my poddajemy pod rozwagę jeszcze inną łamigłówkę historyczną: czy Polska mogła w 1938 roku, gdy dzielono Czechosłowację, zawrzeć polityczny sojusz gwarantujący jej bezpieczeństwo ze Związkiem Radzieckim?
#Braun #Carlson #wojna #Anglosasi #Europa
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥71👍45👏38❤32🤔29🙏23😢22💯18😱16
Pomimo posiadania własnych złóż i statusu potęgi w sferze surowców energetycznych, w Astanie musieli zdecydować się na import błękitnego paliwa z Rosji. Powód: brak instalacji i infrastruktury pozwalającej na przetwarzanie i dystrybucję surowca.
Duża część wydobywanego w tej republice środkowoazjatyckiej gazu trafia do rosyjskiego Orenburga, skąd jest on dystrybuowany dalej w innych kierunkach. Jednocześnie systematycznie wzrasta import gazu z Rosji do Kazachstanu. Według analityków w tym roku wynieść może on już 11 mld metrów sześciennych, co oznacza ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem, gdy z Rosji na rynek kazachstański dotarło 4,4 mld metrów sześciennych paliwa.
Skąd te problemy? Złoża gazu w Kazachstanie oceniane są jako bardzo duże. Wydobyciem zajmują się przede wszystkim dwie spółki - KazMunajGaz oraz QazaqGaz. Obie starają się o kolejne koncesje. Mają jednak do czynienia z dość wysokim opodatkowaniem oraz niekorzystnym kształtowaniem cen za prowadzenie badań odkrywkowych oraz geologicznych. Do tego oczekują wciąż na inwestycje zagraniczne w infrastrukturę gazową kraju. Prowadzą zatem kolejne rozmowy z firmami zachodnimi, ale nie jest to najwyraźniej łatwe, bo znów niektórzy potencjalni inwestorzy zwracają uwagę na niekorzystne rozwiązania podatkowe dla branży.
Władze Kazachstanu tym samym zamiast wykorzystywać swoje przewagi w okresie wzrostu cen i zapotrzebowania na surowce energetyczne, same muszą importować owe surowce i paliwa. To przykład pokazujący, że nawet w przypadku posiadania istotnych zasobów naturalnych bez odpowiedniej polityki sprzyjającej inwestycjom i rozwojowi technologii niewiele da się z nimi zrobić. W podobnej sytuacji jest wiele innych krajów bogatych w surowce, lecz nie potrafiących z tej naturalnej renty w odpowiedni sposób skorzystać (niedawno pisaliśmy w tym kontekście o problemach Nigru).
Nie spodziewaliśmy się jednak, że stosunkowo dobrze rozwinięty i zaawansowany instytucjonalnie Kazachstan dołączy do szeregu takich przypadków.
#Kazachstan #gaz #Rosja #import #Orenburg
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥71❤40👏38👍35🤔32🙏26💯23😢17😱9
Znów problem dotyczy spółki niemieckiej. To dość oczywiste, bo przecież to właśnie Niemcy były przez lata wiodącym graczem w tej branży, a ich pozycja rynkowa nie była długo kwestionowana.
Tym razem o redukcjach zatrudnienia i programie oszczędnościowym poinformował mający siedzibę w Bawarii koncern Schaeffler, produkujący akcesoria i części samochodowe dla znanych marek. Jeszcze do końca tego roku koncern zamierza zwolnić w ramach redukcji etatów około 3500 pracowników (w samych Niemczech liczba ta ma wynieść 2660). To dopiero początek zwolnień grupowych. Obejmują one w 50% stanowiska produkcyjne, w 30% związane z badaniami i rozwojem, a w 20% - pozostałe. Warto przyjrzeć się tej strukturze cięć. Spadek liczby stanowisk przy taśmach produkcyjnych można zawsze od biedy (słusznie bądź nie) tłumaczyć automatyzacją pewnych procesów i robotyzacją. Gdy jednak słyszymy, że spółka ma również redukować etaty w swoich ośrodkach badawczo-rozwojowych, to nie sposób nie pomyśleć, że jest z nią naprawdę bardzo źle. Oznacza to bowiem, że nie chodzi wcale o udoskonalenie procesów produkcyjnych i zwiększenie wydajności, lecz po prostu o wymuszoną reakcję na głęboki kryzys.
Nic zresztą dziwnego. Niemiecka branża motoryzacyjna jest ofiarą potrójnego uderzenia czynników kryzysowych:
Połączenie wszystkich tych czynników sprawia, że branża będącą niegdyś chlubą i motorem niemieckiej gospodarki przeżywa coraz głębszy kryzys. Część podmiotów, w tym Schaeffler, zapowiada przejście na produkcję zbrojeniową na potrzeby kompleksu militarno-przemysłowego. Nie wszystkim udać się jednak może tego rodzaju radykalne przebranżowienie i nie wszyscy liczyć mogą na rządowe kontrakty, których ilość jest przecież ograniczona.
To wszystko odbija się rykoszetem również u nas - wszak Polska była i nadal pozostaje istotnym zapleczem przemysłowym naszych zachodnich sąsiadów.
#Schaeffler #motoryzacja #Niemcy #gospodarka #kryzys
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥71🤔45👏38❤37👍37🙏16😢14😱13💯12
Niedawno omawialiśmy wyniki tamtejszych wyborów parlamentarnych. Przypomnijmy: Aleksandar Vučić ustąpił z urzędu prezydenta, by zająć stanowisko premiera. Liczył na wygraną Serbskiej Partii Postępowej, na czele której stoi. Przeliczył się. Wybory wygrał naprędce zbudowany ruch protestu znany jako Lista Studencka.
Prof. Misa Djurkovic, serbski politolog z budapeszteńskiego Kolegium Macieja Korwina, uważa, że system polityczny współczesnej Serbii kontrolowany jest z zewnątrz i każda kolejna ekipa rządząca musi starać się o przychylność patronów zachodnich. Przytoczmy wypowiedź Djurkovicia, bo mówi ona o sytuacji w tym kraju najwięcej.
„Można stwierdzić, że po 2000 roku Serbia znajduje się w bardzo specyficznej sytuacji. Moglibyśmy ją nazwać czymś w rodzaju półprotektoratu. Po obaleniu Miloševicia przedstawiciele krajów zachodnich, przede wszystkim Amerykanie i Brytyjczycy, reprezentanci różnych zachodnich środowisk głęboko przeniknęli do serbskiego systemu państwowego, do różnych jego elementów - służb bezpieczeństwa, prokuratur, banku narodowego. W zasadzie mamy podstawy, by stwierdzić, że w dużym stopniu to oni decydują kto znajduje się u władzy. W rzeczywistości wygląda to tak, że mniej więcej co dziesięć czy dawanaście lat przekazują oni władzę jakiejś nowej grupie. Grupa Vučicia utrzymała się dłużej - czternaście lat. Vučić zrobił wiele rzeczy, których na Zachodzie od niego oczekiwano, szczególnie w sprawie Kosowa”
- stwierdził serbski uczony. W pewnym momencie protektorzy systemu politycznego Serbii uznali wszakże, że nie do końca spełnia ich oczekiwania. Serbska Partia Postępowa zaczęła ponadto jednocześnie wykazywać oznaki zużycia wieloletnim sprawowaniem władzy. Pojawiło się zmęczenie nią w społeczeństwie serbskim.
Vučić naraził się również niektórym swoją polityką historyczną, symboliczną i tożsamościową.
„Ważnym czynnikiem były uroczystości pogrzebowe z honorami Ratko Mladicia 7 września. Brytyjczycy, a szczególnie Niemcy, uznali to za szczególnie oburzające. Sądzę, że to był moment, w którym podjęli decyzję, że Vučić nie może już znajdować się u władzy”
- stawia tezę Djurkovic.
Kto przyszedł im na zmianę? Bardzo różnorodna grupa działaczy, często głoszących sprzeczne poglądy, ale połączonych udziałem w ruchach protestu przeciwko rządom Aleksandara Vučicia.
„Powstała lista tzw. studentów, na której - nawiasem mówiąc nie ma żadnych studentów, lecz są profesorowie - 140 doktorów habilitowanych i szereg przedstawicieli organizacji pozarządowych. Praktycznie prawie nikt z nich nie ma poważniejszego doświadczenia politycznego czy administracyjnego, ale w ciągu najbliższych dwóch miesięcy przekonamy się kto za nimi stoi i kto w rzeczywistości rządzić będzie krajem”
- mówi politolog. Dopuszcza on przy tym możliwość, że zapleczem Listy Studenckiej, znacznie bardziej doświadczonym politycznie, mogą być dawni liderzy Demokratycznej Partii Serbii, którzy przejęli na jakiś czas władzę po obaleniu Miloševicia.
Czas pokaże, ale tak czy inaczej eksperyment serbski wydaje się ciekawy. Jego autorzy mogą w razie powodzenia powtarzać go w innych krajach znajdujących się pod częściowym protektoratem.
#Serbia #wybory #system #protektorat #wybory
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥49🤔39👏36❤34👍34🙏23💯21😱16😢16
„Błękitna Ojczyzna” (tur. „Mavi Vatan”) - tak nazywa się doktryna Ankary zakładająca konieczność odgrywania przez Turków istotnej roli w basenie Morza Śródziemnego. To właśnie ona dyktuje szereg konsekwentnych ruchów, które podejmowane są od lat przez rządy Recepa Erdoǧana. Bez jej uwzględnienia cały szereg posunięć tureckiej dyplomacji, wywiadu i wojska może się nam wydać niezrozumiałymi.
Spójrzmy na przykład na kraj geograficznie odległy od Turcji - Libię. Niektórzy twierdzą, że rozbudowa wpływów Ankary i jej zaangażowanie w świecie arabskim oraz w Afryce Północnej to wynik tęsknot za Imperium Osmańskim, swoisty neoosmanizm, którym naznaczona jest polityka Erdoǧana. Pewnie w jakiejś mierze tak jest. Poza ideologią i geopolitycznym sentymentem są jednak i inne czynniki kształtujące politykę współczesnej Turcji. Wspomniany neoosmanizm stanowić może coś w rodzaju derywacji, czyli ideologicznego uzasadnienia wspomnianej strategii Mavi Vatan. Ankara od obalenia i zamordowania Muammara Kaddafiego i dekompozycji Libii zaangażowana jest w tamtejszą walkę o władzę. Początkowo zdecydowała się na bliską współpracę z kontrolującym wschodnią część kraju Chalifą Haftarem, ale następnie pozyskała również wpływy w części zachodniej kraju. Efektem tego jest obecność wojskowa w porcie w Misracie i wejście do bazy marynarki wojennej al-Chums 120 kilometrów na wschód od Trypolisu.
A wszystko po to, by podjąć próbę kontrolowania planów realizowanych we wschodniej części Morza Śródziemnego pod kątem istniejących tam szlaków transportowych oraz planowanych projektów energetycznych. Ostatnio największe znaczenie mają te ostatnie - w związku z odkryciem i planami eksploatacji złóż gazu w pobliżu Cypru. Najbardziej ewidentnym ich wyrazem jest projekt Gazociągu Wschodniośródziemnomorskiego (EastMed). Gazociąg ten połączyć miał miejsca wydobycia gazu w Basenie Lewantyńskim, położonym między Cyprem a Izraelem, z Grecją, a w perspektywie również z Włochami. Inwestycja realizowana miała być przede wszystkim na dnie morskim. Dzięki niej gaz z tej części regionu śródziemnomorskiego trafiać miał do odbiorców europejskich, zastępując częściowo coraz mniej stabilne dostawy tego surowca z Azji Zachodniej. Turcja miała zostać w tych planach całkowicie pominięta. Doszło do porozumienia Cypru, Grecji i Izraela, które miało pozwolić na realizację projektu. Jednocześnie w 2020 roku w sprawie połączeń energetycznych porozumiały się Egipt i Grecja. Zorganizowano Wschodniośródziemnomorskie Forum Gazowe, do którego demonstracyjnie nie zaproszono strony tureckiej.
W efekcie Ankara postanowiła zawrzeć z władzami obu części Libii porozumienie o wytyczeniu granicy morskiej. Decyzja obu krajów sprawia, że turecka marynarka wojenna przecinać będzie obszary planowanych inwestycji. Kreuje również ewidentne punkty sporne - Ankara blokować może odtąd planowany przebieg gazociągu, albo przynajmniej opóźniać jego powstanie.
Strategia Mavi Vatan ma zatem bardzo konkretny wymiar i sprecyzowany cel: zapobieżenie wypchnięciu Turcji z geoekonomicznego układu sił we wschodniej części basenu śródziemnomorskiego.
#Turcja #Libia #MaviVatan #MorzeŚródziemne #geopolityka
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥80❤39👏34👍32🤔21😢19💯15🙏14😱12
Tak może się wydawać. Interpretatorzy obecnych wydarzeń wydają się często bezradni. Nie bardzo dostrzegają proces, którego jesteśmy świadkami, skupiając się jedynie na jego zewnętrznych przejawach i pojedynczych incydentach. Widzą drzewa, ale nie dostrzegają lasu.
„Polska staje się zakładnikiem partii, które traktują politykę jak mecz bokserski. Koalicja rządowa po przegranej walce o Belweder znalazła się na deskach, ale zdołała się podnieść i dziś boleśnie kontruje opozycję. Na razie policja zdaje się stać po stronie rządu, co sprawia, że prezydent przypomina symbolicznego nagiego króla. Za wcześnie jednak ogłaszać zwycięzcę. Nie wiadomo bowiem, po której stronie stanie wojsko, jeśli na ring wtargną rozsierdzeni kibice obu obozów”
- pisze prof. Jan Zielonka z Uniwersytetu Warszawskiego. Ma rację, ale przecież można było to dostrzec już wcześniej. Polska podzielona miedzy KO a PiS nie jest krajem pogrążonym w naturalnym przecież sporze politycznym czy programowym. Nie widać tu zasadniczych różnic. Mamy raczej do czynienia z porachunkami mafijnymi dwóch konkurujących frakcji tej samej grupy przestępczej. Widać to wyraźnie, gdy posłużymy się elementarnymi w politologii kryteriami klasyfikacji. Weźmy na przykład kryterium genetyczne. Przekonamy się, że między tymi ugrupowaniami i środowiskami mamy nieustanne krążenie poszczególnych polityków i środowisk. Wczoraj można być w PiS, dziś w KO, a jutro znów w PiS. Ci ludzie bardzo często się znają, kojarzą, robili wspólne polityczne (i nie tylko) interesy. Kryterium programowe? W sprawach najistotniejszych nie dostrzeżemy między nimi różnic, co najwyżej pewne niuanse o drugorzędnym charakterze. A może organizacyjnie się różnią? Nie, tutaj też mamy sytuację, w której zwalczają się zaciekle formacje wywodzące się z podziałów i przekształceń niegdysiejszej koalicji AWS-UW z lat 1997-2001. Zielonka twierdzi, że mogą one uciec się do użycia siły przeciwko sobie nawzajem, a właściwie przeciwko coraz bardziej zmobilizowanym zwolennikom tak wygodnego dla nich podziału. Tak może się stać, biorąc pod uwagę natężenie emocji. Być może pewnym czynnikiem blokującym obu frakcji polskiej klasy politycznej będą powiązania zagraniczne. Wiemy przecież, że PiS i KO są ekspozyturami interesów obcych, zachodnich.
„Władimir Putin będzie różnymi drogami nakręcał nastroje, bo zwaśniona Polska jest łatwym obiektem ataku. Aktorzy gospodarczy będą ograniczać inwestycje w Polsce, a nasi dyplomaci znajdą się na marginesie międzynarodowych negocjacji” - daje wyraz swoim rojeniom Jan Zielonka. Putina jednak nie było ani w Trybunale Konstytucyjnym, ani w równie antyrosyjskich szeregach dwóch walczących bandyckich frakcji. Ich wojna zaczęła się na długo przed tym, zanim rosyjski prezydent w ogóle się pojawił w charakterze straszaka. A że nikt nie będzie chciał inwestować w kraju niestabilnym i ośmieszonym - to prawda. Podobnie jak to, że nie będzie większych szans na to, by podczas jakichkolwiek negocjacji międzynarodowych traktowano nas poważnie.
#TK #konflikt #KO #PiS #państwo
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥69👏47👍34❤29😱23🤔20💯16🙏15😢8
Każda zima jest automatycznie gorsza od poprzedniej. Mamy listopad, a już teraz w ukraińskiej stolicy zaczyna się kataklizm.
Kolejne wyłączenia energii elektrycznej muszą siłą rzeczy paraliżować największe miasto Ukrainy. Mamy do czynienia z zatrzymaniem transportu (nie działają niektóre linie metra, tramwaje), więc ludzie zmuszeni są do korzystania z transportu samochodowego, co nie zawsze jest możliwe. Przy braku prądu upadają kolejne niewielkie biznesy (więksi gracze mogą sobie na razie pozwolić na zasilanie awaryjne), więc w mieście pojawia się nieuchronnie bezrobocie, a coraz więcej jego mieszkańców nie będzie miało środków do życia. Awaria całej infrastruktury komunalnej sprawia, że nie ma też wody i nie działa kanalizacja. To z kolei doprowadzić może do tragedii sanitarno-epidemiologicznej. Chorzy mogą się udać do szpitali, które będą jednak przepełnione, bo muszą jeszcze oczywiście przyjmować ciężko rannych przywożonych z frontu.
Jednym słowem mamy do czynienia z całkowitą katastrofą w wielu wymiarach. O miejskim paraliżu mówi zresztą sam mer Kijowa Witalij Kliczko, który obciąża odpowiedzialnością za obecną sytuacje władze centralne i samego Wołodymyra Zełenskiego (konflikt obu tych postaci trwa od lat). Co może w tej sytuacji zrobić miasto? Jaki wybór daje mieszkańcom? Opcje są zaledwie dwie. Ci, którzy mają taką możliwość, mogą na okres jesienno-zimowy wyprowadzić się z Kijowa, choć nie bardzo wiadomo dokąd i na jakich warunkach. Nie wszyscy przecież mają krewnych gdzieś na prowincji, zaś ceny wynajmu mieszkań na Ukrainie zachodniej wzrosły na tyle, że niewielu na to stać. Inni mogą korzystać jedynie z pomocy doraźnej. Kliczko ogłosił, że już teraz zaczynają otwierać swoje podwoje punkty, w których można się ogrzać i podładować telefon komórkowy. Wkrótce jednak zabraknie w nich miejsc, a pobyt w nich z natury rzeczy stanowić może jedynie rozwiązanie tymczasowe.
Kijów jest już zatem sparaliżowany, a to dopiero początek - wszak mamy listopad i najgorsze, najbardziej mroźne miesiące dopiero przed nami.
#Kijów #Ukraina #Kliczko #energia #miasto
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥72👍47👏38❤34🤔29🙏13💯12😢11😱9
Stopniowo, powoli, ale systematycznie Donald Trump i jego ekipa zaczynają żegnać się z owocami władzy i wpływem na amerykańska politykę. Już dziś stwierdzić można, że po wyborach cząstkowych do Kongresu obecny prezydent USA przekształcił się w ułomnego, słabego i chorego człowieka amerykańskiej polityki. Tymczasem on sam w swoim stylu nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie przyczyn łatwej do przewidzenia porażki.
Nie widzi problemu w tym, że zaczął kampanie wojenną, napadając na Iran. Widzi problem w tym, że Amerykanie nie zrozumieli przyczyn wzrostu cen paliw i uznali jego administrację za winną temu wzrostowi. Trump przekonuje, że liczył na zrozumienie przejściowych trudności na rynku paliwowym. Ale one przejściowe nie są - agresja na Iran trwa już od niemal dziewięciu miesięcy, jej końca nie widać, a na horyzoncie majaczy już jej nowa, wymuszana przez Izrael eskalacja. Co robi Trump? Rzuca się na poszukiwanie winnych. Znajduje ich nawet we własnym obozie, wskazując na niedostatecznie wspierającą postawę przychylnego mu kanału Fox News. To wszystko akty skrajnej desperacji, wyraz bezsilności.
W rzeczywistości struktury amerykańskiego deep state zdecydowały się na przeprowadzenie kolejnej zmiany. Donald Trump nie spełnił ich oczekiwań. Zbyt głośno artykułował publicznie ich interesy i zdradzał rzeczywiste dążenia. Dlatego uznano, że nie jest już przydatny. Co może zrobić teraz? Zostały mu, w najlepszym przypadku (groźba impeachmentu) dwa lata rządów. Nastawiony jest zatem na maksymalne wzbogacenie siebie, swojej rodziny i otoczenia w ciągu owych 24 miesięcy. Wchodzi w tryb niepohamowanej kleptokracji, rozumiejąc, że to ostatni moment, w którym może zabezpieczyć swoją przyszłość, rozbudować imperium korporacyjne, by móc powiedzieć, że jego druga i ostatnia prezydentura mu się jakoś opłaciła.
A w zacisznych gabinetach amerykańskiego deep state już trwają zapewne przymiarki nowego kandydata na lokatora Białego Domu. Wcale nie jest powiedziane, że będzie nim obecny wiceprezydent J. D. Vance. Zbyt blisko był Trumpa, który niewątpliwie stał się już w amerykańskiej polityce aktywem mocno toksycznym.
Nie oznacza to, że proces bolesnego odrywania od koryta obecnej ekipy nie będzie jeszcze obfitował w zwroty akcji. Wręcz przeciwnie - bolesna procedura odsunięcia może być dla Trumpa dodatkową stymulacją do podejmowania działań nieszablonowych, niejednokrotnie na granicy skrajnego ryzyka.
#USA #wybory #Kongres #Trump #władza
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥73👍45❤34👏26🤔26🙏19😢15💯14😱7
Na Ukrainie nie cichnie skandal związany z ujawnieniem miejsca przetrzymywania osób zatrzymanych i zmobilizowanych przez Siły Zbrojne Ukrainy w Pietropawłowskiej Borszczagowce w obwodzie kijowskim. Przypomnijmy, że doszło tam do ujawnienia miejsca pozbawienia wolności zmobilizowanych oraz żołnierzy, którzy samowolnie opuścili miejsca dyslokacji swoich jednostek.
Najważniejszym elementem skandalu jest jednak informacja o tym, że ludzie przetrzymywani w tej miejscowości torturowani byli przez żołnierzy, najprawdopodobniej z neonazistowskiego „Azowa”. Na miejscu pojawiła się karetka jednej z prywatnych przychodni. Jej załoga próbowała dotrzeć do przetrzymywanych mężczyzn. W końcu udało się zmobilizować tłum ludzi, który otoczył zamknięty obiekt. Na miejsce przyjechał też mikrobus z azowcami, który został jednak otoczony przez rozwścieczonych mieszkańców. W efekcie udało się uwolnić grupę zatrzymanych. Według późniejszych doniesień na ich ciałach widoczne były ślady tortur.
Na Ukrainie trwa obecnie spór w tej sprawie. Niektórzy przekonują, że wszystko to rosyjska operacja dezinformacyjna, mająca na celu dyskredytację Sił Zbrojnych Ukrainy. Inni są przekonani, że rzeczywiście doszło do nieludzkiego traktowania zatrzymanych. Do końca nie znamy przebiegu wydarzeń oraz sposobu funkcjonowania owego ośrodka. Warto jednak zwrócić uwagę na losy tych, którzy ujawnili jego istnienie. Na ich czele stała Walentina Mołodaja, której celem miało być wyciągnięcie stamtąd jej partnera. Zarówno ją, jak i jej wspólniczkę sąd aresztował wczoraj na okres dwóch miesięcy, nie godząc się na ustanowienie poręczenia majątkowego. Mołodaja miała nie tylko pokierować fałszywą podobno akcja ratunkową, ale również rozpowszechnić w mediach społecznościowych (Telegram, TokTok) wezwania do protestu, a następnie kolportować w sieci fałszywe rzekomo informacje na temat żołnierzy SZU pełniących tam dyżur.
Mołodoj grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności. Mamy jednak poważne wątpliwości czy w ogóle dojdzie do jakiegokolwiek procesu. Na miejscu bliskich owej Ukrainki obawialibyśmy się o jej zdrowie i życie. Warto byłoby, żeby jej losem zainteresowała się opinia międzynarodowa, szczególnie obrońcy praw człowieka, którzy powinni monitorować jej uwięzienie i stan zdrowia kobiety na bieżąco. Zbyt dużo ostatnio osób niewygodnych dla władzy lądowało w aresztach, których nigdy nie mieli już opuścić.
Tymczasem kampania wokół Pietropawłowskiej Borszczagowki trwa w najlepsze. Próbują ją realizować obie strony konfliktu, choć jedna z nich jest na pozycjach defensywnych: Kijów może jedynie dementować całą sytuację. Przetrzymywanie w areszcie tych, którzy mieli ją ujawnić wizerunkowo mu tego zadania nie ułatwi.
#mobilizacja #Ukraina #tortury #skandal #prawo
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥58👏49👍36❤34🤔26😢17💯16🙏15😱8
To już jasne: prezydent Stanów Zjednoczonych traci wszelkie zaplecze większościowe w parlamencie. Chociaż USA mają system prezydencki, a z zebraniem odpowiedniej większości bywało trudno już wcześniej, życie obecnej administracji będzie teraz z pewnością mocno utrudnione.
Donald Trump ugrzęźnie w sporach kompetencyjnych. Może się okazać, że wiele jego inicjatyw blokowanych będzie przez demokratyczną większość. Biały Dom będzie musiał zrezygnować z niektórych projektów i działań, choć jego obecny lokator niewątpliwie próbować będzie na wszelkie możliwe sposoby forsować swoją agendę polityczną. W kilku przypadkach możemy mieć do czynienia z próbami wymuszenia na nim dymisji niektórych członków obecnego rządu. Jak donoszą media amerykańskie, już teraz zmuszony jest do twardej obrony sekretarza wojny Pete’a Hegsetha, który znalazł się na celowniku Demokratów. Być może w związku z tym dojdzie do jego dymisji.
W sprawach polityki zewnętrznej również pole manewru Trumpa stanie się znacznie węższe. Prezydent Stanów Zjednoczonych i jego administracja próbować będą doprowadzić do eskalacji wojny z Iranem. Poza nasileniem ataków lotniczych i rakietowych nie bardzo jednak będzie miał inne możliwości. Demokraci przeciwni będą dalej idącemu zaangażowaniu militarnemu. Trump może jednak skorzystać z prerogatyw sankcyjnych, nakładając kolejne ograniczenia na kraje utrzymujące relacje handlowe z republiką islamską.
Podobnie będzie na kierunku europejskim. Wielu przywódców krajów Unii Europejskiej nie ukrywa satysfakcji z powodu wyniku amerykańskich wyborów. Nie bardzo jednak wiadomo z czego się cieszą. Donald Trump w akcie zemsty na nich może wprowadzać jednostronne bariery celne, wznawiając wojnę handlową. Owszem, prerogatywy prezydenckie w tym zakresie wymagają w przypadku zastosowania długotrwałych ograniczeń importu kontrasygnaty Kongresu, ale przecież Biały Dom grać może kartą wprowadzania sankcji czasowych w postaci podwyższania ceł. Dialog z Trumpem w tych sprawach stanie się jeszcze trudniejszy, a przecież nigdy do łatwych nie należał.
Wreszcie w sprawie ukraińskiej Donald Trump kontynuować będzie dialog z Rosją. Rosjanie jednak jego wysiłków nie bedą już brali na tyle poważnie, by mogło coś z nich wyniknąć. Wiedzą bowiem, że ewentualne końcowe porozumienie i realne zakończenie wojny wymagać będzie zgody Kongresu. W tym kontekście realnie wstrzymane mogą zostać również szersze rozmowy na temat nowego ładu międzynarodowego. Po prostu w innych stolicach zapanuje przekonanie, że Trump nie jest już realnym decydentem.
A co to oznacza dla Polski? Całkiem możliwe, że plany stworzenia stałej bazy amerykańskiej w naszym kraju legną w gruzach. Ustalenia zawierane były z Hegsethem, który może już wkrótce opuścić szeregi administracji. Poza tym amerykańska klasa polityczna będzie miała teraz znacznie ważniejsze sprawy wewnętrzne na głowie.
#Trump #USA #Kongres #polityka #Demokraci
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥60👏47👍37❤30🤔23🙏17💯16😢10😱8
Indie przygotowują się do większych zakupów broni w Rosji.
Pomimo obciążenia rosyjskiego kompleksu militarno-przemysłowego produkcją na rzecz sił zbrojnych walczących na Ukrainie, Rosjanie wciąż probują zachować możliwości eksportowe. Dowodem na to może być informacja o planach zakupu sprawdzonej broni przeciwlotniczej przez Indie.
Władze w Nowym Delhi mają rozpatrywać zamówienie 52 sztuk systemu Pancyr-S1M, czyli mobilnych zestawów obrony przeciwlotniczej (na każdym z nich zainstalowane jest 12 rakiet ziemia-powietrze). Ewentualny kontrakt korzystny jest dla strony indyjskiej, bo zapewnia rozwój jej własnego przemysłu obronnego. Pierwszych 13 zestawów Pancyr-S1M ma dotrzeć do Indii z Rosji, ale już kolejne 39 ma zostać wyprodukowanych przez zakłady miejscowe, w ramach udzielonej przez stronę rosyjską licencji.
Nowe zakupy indyjskiej armii pozwolą na współtworzenie jednolitego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, w którego skład już teraz wchodzą rosyjskie zestawy S-400.
Indie wyraźnie i tradycyjnie stawiają na współdziałanie z rosyjskim przemysłem obronnym,. Nie jest to zjawisko i kierunek nowy. Warto pamiętać, że bliska współpraca Nowego Delhi z Moskwą w tej dziedzinie datuje się jeszcze czasów radzieckich. Wówczas strona radziecka próbowała równoważyć swoją pozycję w Azji w konfrontacji z Chinami, stawiając na współdziałanie z Indiami. Obecnie jednak sytuacja jest całkowicie odmienna: Moskwa ma bardzo dobre relacje z Pekinem. Próbuje nieraz nawet odgrywać rolę swoistego mediatora między zwaśnionymi krajami Globalnego Południa / BRICS. To w pewnym stopniu dzięki niej udało się nieco zmniejszyć poziom napięcia w relacjach chińsko-indyjskich.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że broń dostarczana przez Rosję Indiom może być wykorzystana przede wszystkim w przypadku wybuchu kolejnych sprzeczności z Pakistanem. To utrudnia nieco sytuację, gdyż ten ostatni z kolei blisko współpracuje z Pekinem. Rosjanie jednak starają się równoważyć różne relacje, z korzyścią dla własnych interesów.
Systemy Pancyr-S w różnych odmianach sprzedawane były przez stronę rosyjską do szeregu krajów Azji (szczególnie Azji Zachodniej) oraz Afryki. Zapowiadany obecnie kontrakt świadczy o sporych rezerwach mocy produkcyjnych Rosji, niezależnie od obciążeń związanych z prowadzoną przez nią wojną.
#Rosja #Indie #broń #handel #Azja
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅
Pomimo obciążenia rosyjskiego kompleksu militarno-przemysłowego produkcją na rzecz sił zbrojnych walczących na Ukrainie, Rosjanie wciąż probują zachować możliwości eksportowe. Dowodem na to może być informacja o planach zakupu sprawdzonej broni przeciwlotniczej przez Indie.
Władze w Nowym Delhi mają rozpatrywać zamówienie 52 sztuk systemu Pancyr-S1M, czyli mobilnych zestawów obrony przeciwlotniczej (na każdym z nich zainstalowane jest 12 rakiet ziemia-powietrze). Ewentualny kontrakt korzystny jest dla strony indyjskiej, bo zapewnia rozwój jej własnego przemysłu obronnego. Pierwszych 13 zestawów Pancyr-S1M ma dotrzeć do Indii z Rosji, ale już kolejne 39 ma zostać wyprodukowanych przez zakłady miejscowe, w ramach udzielonej przez stronę rosyjską licencji.
Nowe zakupy indyjskiej armii pozwolą na współtworzenie jednolitego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, w którego skład już teraz wchodzą rosyjskie zestawy S-400.
Indie wyraźnie i tradycyjnie stawiają na współdziałanie z rosyjskim przemysłem obronnym,. Nie jest to zjawisko i kierunek nowy. Warto pamiętać, że bliska współpraca Nowego Delhi z Moskwą w tej dziedzinie datuje się jeszcze czasów radzieckich. Wówczas strona radziecka próbowała równoważyć swoją pozycję w Azji w konfrontacji z Chinami, stawiając na współdziałanie z Indiami. Obecnie jednak sytuacja jest całkowicie odmienna: Moskwa ma bardzo dobre relacje z Pekinem. Próbuje nieraz nawet odgrywać rolę swoistego mediatora między zwaśnionymi krajami Globalnego Południa / BRICS. To w pewnym stopniu dzięki niej udało się nieco zmniejszyć poziom napięcia w relacjach chińsko-indyjskich.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że broń dostarczana przez Rosję Indiom może być wykorzystana przede wszystkim w przypadku wybuchu kolejnych sprzeczności z Pakistanem. To utrudnia nieco sytuację, gdyż ten ostatni z kolei blisko współpracuje z Pekinem. Rosjanie jednak starają się równoważyć różne relacje, z korzyścią dla własnych interesów.
Systemy Pancyr-S w różnych odmianach sprzedawane były przez stronę rosyjską do szeregu krajów Azji (szczególnie Azji Zachodniej) oraz Afryki. Zapowiadany obecnie kontrakt świadczy o sporych rezerwach mocy produkcyjnych Rosji, niezależnie od obciążeń związanych z prowadzoną przez nią wojną.
#Rosja #Indie #broń #handel #Azja
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥95❤44🤔41👏39💯39😱36👍32😢26🙏25
Kijów nie tylko bez prądu.
W ukraińskiej stolicy odmawiają posłuszeństwa wszystkie niemal sektory usług komunalnych. Wielokrotnie pisaliśmy już o problemach z dostawcami energii elektrycznej.
Teraz dochodzą jednak do tego również informacje o paraliżu w innej dziedzinie. Chodzi o dostawy wody i ogrzewanie. Kijowskie wodociągi (KiewWodkanal) nie są w stanie dostarczać wody mieszkańcom miasta w kolejnych dzielnicach. Co ciekawe, wspomniane przedsiębiorstwo komunalne jest... nie do końca komunalne. Poza miastem udziały w nim mają bowiem dwie prywatne spółki - jedna zarejestrowana na Cyprze, a druga w Wielkiej Brytanii. Ale o tym innym razem. Dziś najważniejsze jest to, że firma nie jest w stanie utrzymać wody pod odpowiednim ciśnieniem. Efekt jest taki, że nie dociera ona na wyższe piętra budynków, powyżej szóstej kondygnacji, czyli do dużej części nowej, mieszkaniowej zabudowy ukraińskiej stolicy.
Jeszcze gorzej jest z ciepłem. Sezon grzewczy w mieście rozpoczął się formalnie od początku listopada. Co z tego, skoro większa część domów nie jest nadal ogrzewana. W Kijowie funkcjonują trzy elektrociepłownie. Elektrociepłownia nr 4 to prywatne przedsiębiorstwo, które po kolejnych rosyjskich ostrzałach zostało praktycznie wyłączone z użytku. Pozostają zakłady ciepłownicze nr 5 i 6, będące własnością komunalną. One jednak również ulegają regularnym uszkodzeniom przez rosyjskie drony. Mamy do tego jeszcze dodatkowe zagrożenie związane z próbami niszczenia przez Rosję przepraw mostowych w Kijowie. Jak zauważa ekspert zajmujący się polityką energetyczną, Stanisław Ignatiew, większość rur ciepłowniczych biegnie z elektrociepłowni położnych na wschodnim brzegu Dniepru na brzeg zachodni. Są one połączone z mostami, więc bardzo łatwo ulec mogą zniszczeniu. Produkcja ciepła jest procesem ubocznym generacji prądu elektrycznego. Skoro zaś spada ta ostatnia, to i ciepłej wody robi się znacznie mniej.
Ignatiew obwinia władze ukraińskie o brak przygotowania odpowiednich planów awaryjnych. Kijowianie, szczególnie ci mieszkający na wyższych piętrach budynków mieszkalnych, mogą pozostać bez ogrzewania i wody. Przejście na dogrzewanie elektryczne spowoduje zaś większe obciążenie systemu elektroenergetycznego, a w perspektywie black-out. Wydaje się zatem, że dobre wyjście z sytuacji po prostu nie istnieje.
Poza zakończeniem wojny.
#Ukraina #Kijów #ogrzewanie #woda #energia
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅
W ukraińskiej stolicy odmawiają posłuszeństwa wszystkie niemal sektory usług komunalnych. Wielokrotnie pisaliśmy już o problemach z dostawcami energii elektrycznej.
Teraz dochodzą jednak do tego również informacje o paraliżu w innej dziedzinie. Chodzi o dostawy wody i ogrzewanie. Kijowskie wodociągi (KiewWodkanal) nie są w stanie dostarczać wody mieszkańcom miasta w kolejnych dzielnicach. Co ciekawe, wspomniane przedsiębiorstwo komunalne jest... nie do końca komunalne. Poza miastem udziały w nim mają bowiem dwie prywatne spółki - jedna zarejestrowana na Cyprze, a druga w Wielkiej Brytanii. Ale o tym innym razem. Dziś najważniejsze jest to, że firma nie jest w stanie utrzymać wody pod odpowiednim ciśnieniem. Efekt jest taki, że nie dociera ona na wyższe piętra budynków, powyżej szóstej kondygnacji, czyli do dużej części nowej, mieszkaniowej zabudowy ukraińskiej stolicy.
Jeszcze gorzej jest z ciepłem. Sezon grzewczy w mieście rozpoczął się formalnie od początku listopada. Co z tego, skoro większa część domów nie jest nadal ogrzewana. W Kijowie funkcjonują trzy elektrociepłownie. Elektrociepłownia nr 4 to prywatne przedsiębiorstwo, które po kolejnych rosyjskich ostrzałach zostało praktycznie wyłączone z użytku. Pozostają zakłady ciepłownicze nr 5 i 6, będące własnością komunalną. One jednak również ulegają regularnym uszkodzeniom przez rosyjskie drony. Mamy do tego jeszcze dodatkowe zagrożenie związane z próbami niszczenia przez Rosję przepraw mostowych w Kijowie. Jak zauważa ekspert zajmujący się polityką energetyczną, Stanisław Ignatiew, większość rur ciepłowniczych biegnie z elektrociepłowni położnych na wschodnim brzegu Dniepru na brzeg zachodni. Są one połączone z mostami, więc bardzo łatwo ulec mogą zniszczeniu. Produkcja ciepła jest procesem ubocznym generacji prądu elektrycznego. Skoro zaś spada ta ostatnia, to i ciepłej wody robi się znacznie mniej.
Ignatiew obwinia władze ukraińskie o brak przygotowania odpowiednich planów awaryjnych. Kijowianie, szczególnie ci mieszkający na wyższych piętrach budynków mieszkalnych, mogą pozostać bez ogrzewania i wody. Przejście na dogrzewanie elektryczne spowoduje zaś większe obciążenie systemu elektroenergetycznego, a w perspektywie black-out. Wydaje się zatem, że dobre wyjście z sytuacji po prostu nie istnieje.
Poza zakończeniem wojny.
#Ukraina #Kijów #ogrzewanie #woda #energia
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥107🤔54😱49👏44😢41🙏40👍38💯37❤36
Problemy z dostawą rosyjskiego diesla do USA.
W ramach umowy dieslowskiej setki tysięcy ton oleju napędowego miały trafić na rynek amerykański. Donald Trump przekonywał, że doprowadzi to do uspokojenia sytuacji na amerykańskim rynku paliw i ograniczenia cen.
Nie bardzo jednak ma jak realizować umowę. Pisaliśmy już dziś o konfliktach między nową większością w Kongresie a prezydentem. Okazuje się jednak, że nawet realizacja dostaw diesla w ramach trumpowskiej umowy robi się problematyczna.
Świadczą o tym marszruty trzech tankowców zmierzających do Stanów Zjednoczonych. Pierwszy z nich, Leruo, zmierza do... Brazylii. Drugi, Talizman, znajduje się u brzegów Algierii. Trzeci, Agioi Fanendes, płynie do USA, ale nie wiemy jaki jest jego port docelowy. Problemy pojawiły się po tym jak demokratyczni gubernatorzy w kilku stanach zagrozili, że nakładać będą kary lub nawet zatrzymywać jednostki wiozące rosyjskie paliwo. Powołują się przy tym na sankcje uchwalone przez Kongres, których nie był w stanie uchylić Trump.
Amerykański prezydent obrywa zatem wizerunkowo demonstracją dokonywaną przez polityków szczebla stanowego. To dodatkowy dowód jego coraz większej słabości.
J.D. Vance, obecny wiceprezydent zabiegający o nominację Republikanów w kolejnych wyborach prezydenckich, już dystansuje się od Donalda Trumpa. Na razie wprost skrytykował decyzję o ataku na Iran i powiedział o jego skutkach, w tym na rynku paliwowym.
#USA #Rosja #paliwa #Trump #umowa
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅
W ramach umowy dieslowskiej setki tysięcy ton oleju napędowego miały trafić na rynek amerykański. Donald Trump przekonywał, że doprowadzi to do uspokojenia sytuacji na amerykańskim rynku paliw i ograniczenia cen.
Nie bardzo jednak ma jak realizować umowę. Pisaliśmy już dziś o konfliktach między nową większością w Kongresie a prezydentem. Okazuje się jednak, że nawet realizacja dostaw diesla w ramach trumpowskiej umowy robi się problematyczna.
Świadczą o tym marszruty trzech tankowców zmierzających do Stanów Zjednoczonych. Pierwszy z nich, Leruo, zmierza do... Brazylii. Drugi, Talizman, znajduje się u brzegów Algierii. Trzeci, Agioi Fanendes, płynie do USA, ale nie wiemy jaki jest jego port docelowy. Problemy pojawiły się po tym jak demokratyczni gubernatorzy w kilku stanach zagrozili, że nakładać będą kary lub nawet zatrzymywać jednostki wiozące rosyjskie paliwo. Powołują się przy tym na sankcje uchwalone przez Kongres, których nie był w stanie uchylić Trump.
Amerykański prezydent obrywa zatem wizerunkowo demonstracją dokonywaną przez polityków szczebla stanowego. To dodatkowy dowód jego coraz większej słabości.
J.D. Vance, obecny wiceprezydent zabiegający o nominację Republikanów w kolejnych wyborach prezydenckich, już dystansuje się od Donalda Trumpa. Na razie wprost skrytykował decyzję o ataku na Iran i powiedział o jego skutkach, w tym na rynku paliwowym.
#USA #Rosja #paliwa #Trump #umowa
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥133🤔71💯46❤39🙏35👍33😱33👏29😢26
Prezydent Donald Trump nawet nie ukrywa, że zamierza doprowadzić do kolejnej eskalacji konfliktu w Azji Zachodniej. Otwarcie zapowiada, że w najbliższych dniach oczekiwać można kolejnego ataku amerykańskiego na Iran.
Padają nawet konkretne daty. Podobno sztabowcy Pentagonu mają rozpatrywać 9 listopada, bo w tym czasie Księżyc nad Iranem znajdzie się w nowiu i nad jego terytorium zapadnie nocą całkowita ciemność. Wprawdzie nie bardzo wiadomo jak przy współczesnych systemach radarowych miałoby to wpłynąć na skuteczność amerykańskich ataków, ale zapowiedzi tego rodzaju padają.
Donald Trump zaplanował ucieczkę do przodu przed problemami wewnętrznymi. Przede wszystkim jednak najwyraźniej wciąż znajduje się pod przemożnym wpływem lobby izraelskiego. Przypomnijmy, że premier Benjamin Netanjahu najwyraźniej próbuje zachować władzę przez kolejną eskalację konfliktu z Iranem. Dzięki temu będzie mógł ogłosić powstanie rządu jedności narodowej na czas wojenny.
Trump nie po raz pierwszy gra w jego orkiestrze. Prawdopodobnie to efekt zależności finansowych typowych dla amerykańskiej polityki. Na przykład sponsorom jego kampanii, czyli osobom, takim jak Miriam Adelson, zależy niewątpliwie na zaangażowaniu USA na rzecz partii wojny w Tel Awiwie.
Wewnętrzne konsekwencje wznowienia konfliktu w Azji Zachodniej mogą być całkiem poważne. Już teraz J. D. Vance, jeden z pretendentów do nominacji Partii Republikańskiej w kolejnych wyborach prezydenckich, wyraźnie dystansuje się od wojennych zapowiedzi Trumpa, choć przecież jest jego wiceprezydentem. Ruch MAGA musi się jakoś politycznie ratować, bo poparcia społecznego Amerykanów kolejna eskalacja z pewnością nie zyska. Do tego dochodzą Demokraci, gdzie mamy coraz radykalniejszy sprzeciw wobec proizraelskiej polityki Białego Domu (ostatnim jego wyrazem było utrzymane w bardzo ostrym tonie przemówienie Bernie’go Sandersa).
Dla Europy i Polski ewentualne zaostrzenie konfliktu w Zatoce Perskiej oznacza kolejny wzrost cen paliw i pogłębienie kryzysu ekonomicznego. Być może będzie to równoznaczne ze stymulacją tych głosów, które domagają się powrotu do współpracy energetycznej z Rosją - innej alternatywy prawdopodobnie po prostu nie ma.
Donald. Trump i jego otoczenie skazani są na polityczny dryf do końca kadencji. Ich jedynym celem może być w tej chwili osobiste wzbogacenie się na kolejnych wojnach i sporach handlowych. Czasu mają niewiele.
#USA #Iran #Izrael #Trump #wojna
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥109👏42👍41🤔41🙏35😢34❤30😱29💯20
Wszystko dotyczy oczywiście kwestii funkcjonowania systemów Starlink na Ukrainie i sposobu ich użycia przez Siły Zbrojne Ukrainy. Kijów oskarża SpaceX, firmę Elona Muska, o spowolnienie działania łączności internetowej. Musk przyznaje, że nie dopuszcza do militarnego wykorzystywania zestawów cywilnych, takich jak Starlink.
Amerykański miliarder został ostatnio po raz kolejny zaatakowany przez Wołodymyra Zełenskiego. Stwierdził on, że koncentracja zbyt wielkiego majątku w rękach nielicznych (przykładem ma być właśnie Musk) prowadzi tym samym do nadmiernej koncentracji władzy w jednych rękach. Właściwie nie wiemy jak odczytać ów antyoligarchiczny w tonie przekaz Zełenskiego. Mało jest przekonujący, biorąc pod uwagę jego wsparcie modelu oligarchicznego panującego na Ukrainie, a następnie oddanie co cenniejszych aktywów w tym kraju w ręce amerykańskiego zresztą funduszu inwestycyjnego BlackRock. W Zełenskim nie obudził się żaden duch buntownika przeciwko rządom najmożniejszych i najzamożniejszych. Chodzi po prostu o bieżący spór polityczny, a może wręcz jego nadwrażliwość na głosy krytyki zewnętrznej, której nie szczędził mu ostatnio szef SpaceX.
Ten ostatni podał ostatnio dalej ciekawy post na X.
„Patrząc wstecz, błędem SpaceX było wysłanie im tysięcy darmowych terminali Starlinków i milionów dolarów miesięcznie w postaci bezpłatnego ich serwisu na początku wojny. To, co miało zapewnić dostęp do internetu dla cywilów, zostało wykorzystane do operowania autonomicznych śmiercionośnych dronów. A teraz okazuje się, że za brak poparcia dla wykorzystania wojskowego swoich produktów firma atakowana jest w mediach”
- czytamy we wpisie.
Elon Musk musi umiejętnie lawirować wokół problematyki ukraińskiej i jednocześnie nie pozwolić na to, by jego firmy ominęły potencjalne korzyści płynące ze wznowienia współpracy z Rosją, do którego dąży administracja Donalda Trumpa.
Dlatego może sobie pozwolić na ostrą krytykę Zełenskiego w mediach społecznościowych, jednocześnie jednak pamiętając, żeby nie przegrzać z realnymi działaniami: Musk musi myśleć perspektywicznie i brać pod uwagę możliwość dojścia do władzy po kolejnych wyborach prezydenckich Demokratów.
A tym ostatnim w sukurs przychodzi właśnie Zełenski. Pojawiają się bowiem wśród nich hasła nacjonalizacji SpaceX, a przynajmniej jej sieci satelitów, którym zdaje się kibicować Kijów, w nadziei na to, że taki ruch umożliwiłby pełne wykorzystanie technologii amerykańskiej dla celów wojskowych. Bezpłatnie oczywiście.
#SpaceX #Musk #Zełenski #Ukraina #USA
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥77🤔58❤47🙏37💯36👍35😢30👏29😱23
Trwa poszukiwanie winnych kryzysu infrastruktury komunalnej w ukraińskiej stolicy. Jak już ostatnio pisaliśmy, kijowskie władze nie są w stanie zabezpieczyć nie tylko dostaw energii elektrycznej przed zimą, ale również ogrzewania, a nawet zimnej wody.
Wszystko oczywiście można uznać za nieunikniony skutek zmasowanych rosyjskich ataków. Można jednak z drugiej strony zawsze wskazać, że władze miejskie mogłyby zrobić coś znacznie więcej w kierunku zachowania bezpieczeństwa energetycznego i przetrwania stolicy przez zimę. Jak jest w rzeczywistości? Pewnie prawda leży gdzieś po środku. Ale obie strony sporu politycznego nie darują sobie możliwości przerzucania się odpowiedzialnością.
Kolejna odsłona konfrontacji to przeszukania w siedzibie miejskiej spółki ciepłowniczej Kiewtieploenergo. To właśnie ona odpowiada za dostawy ciepłej wody dla mieszkańców miasta. Władze spółki podejrzewane są o korupcję.
Nie byłoby to niczym, nadzwyczajnym - wszak praktyki korupcyjne nad Dnieprem kwitną w najlepsze nie od wczoraj. Jest jednak jeden szkopuł. Działania korupcyjne miały dotyczyć właśnie przygotowania infrastruktury spółki do jesienno-zimowego sezonu grzewczego. Podobno w ramach prac konserwacyjno-remontowych spółka komunalna zlecała wykonanie robót spółkom-krzakom, w tym firmie założonej chwilę wcześniej przez człowieka wcześniej zatrudnionego jako kierowca w firmie.
Wszystko to można odczytywać jako kolejną odsłonę konfrontacji między Zełenskim i jego otoczeniem, a Witalijem Kliczką, merem Kijowa, i jego grupą. Nie ma wątpliwości, że każdy skandal korupcyjny (rzeczywisty bądź wyimaginowany) wykorzystywany będzie przez każdą ze stron. Nie wiemy czy Kliczko będzie miał ambicje prezydenckie na przyszłość. Wiemy jednak, że obaj politycy nie darzą się sympatią, ujmując to bardzo dyplomatycznie.
Kijowska administracja miejska zachowuje pewną niezależność wobec władz centralnych. Sam Kliczko ma zbyt duże zaplecze polityczne na zewnątrz, by możliwe było spacyfikowanie go za pomocą aparatu bezpieczeństwa przez Zełenskiego i spółkę. Stąd wzajemne oskarżenia, które trwać będą w najlepsze przez kolejne lata, aż któraś ze stron nie straci swojego zaplecza zewnętrznego.
Mieszkańcom ukraińskiej stolicy cieplej w mroźne dni od tego nie będzie.
#Kijów #Ukraina #Zełenski #Kliczko #korupcja
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥76🤔64❤38👏38👍36😱32🙏25💯20😢19
Kamyszewacha to niewielka miejscowość w obwodzie zaporoskim. Dwa dni temu w bydynek tamtejszej szkoły uderzyły drony. Bilans ofiar śmiertelnych na dziś to 53 osoby.
Zaraz po ataku zaczęła się ukraińska kampania propagandowa. Kijów prezentował wydarzenia w szkole jako kolejny dowód na popełnianie zbrodni wojennych przez Rosjan. Zginąć mieli przede wszystkim cywile. Na początku kolportowano wersję o tym, że ofiarami są dzieci. Problem jednak w tym, że szkoła - jak się wkrótce okazało - od dłuższego czasu jest pusta, a jej uczniowie przeszli na nauczanie online. Trzeba było w jakiś inny sposób uargumentować krytykę strony rosyjskiej. Pojawiła się informacja, że w budynku rozdawano pomoc humanitarną, a rosyjska bomba penetrująca (FAB-3000) trafiła w cywilnych mieszkańców okolic.
Strona rosyjska twierdzi tymczasem, że mieliśmy do czynienia z atakiem wymierzonym w ośrodek sterowania wojsk dronowych. To tłumaczyłoby użycie bardzo mocnego pocisku penetrującego; infrastruktura ośrodka miała znajdować się pod ziemią. To właśnie stamtąd miały pochodzić ataki dronowe na stronę rosyjską, w tym takie, w których również ginęła ludność cywilna.
Tragedię podchwyciły momentalnie media zachodnie sympatyzujące z Kijowem. Od razu, tradycyjnie, wydały „wyrok”, utrzymując, że mamy do czynienia z kolejną zbrodnią wojenną popełnioną przez Rosjan. Uznano to za dowód barbarzyńskiego charakteru rosyjskich agresorów.
Radzilibyśmy z większą ostrożnością ferować wyroki. Obie strony konfliktu stosują „mgłę wojny”, obie prezentują własną wersję wydarzeń. W świetle doświadczeń ostatnich lat staje się oczywiste, że pod żadnym pozorem nie wolno mieć większego zaufania do którejkolwiek ze stron. Informacje niezweryfikowane trudno uznawać za coś więcej niż sensacyjne doniesienia przemawiające na korzyść wersji prezentowanej przez którąś ze stron. Sprawa Kamyszewachy zapewne pozostanie niewyjaśniona.
Faktem jest natomiast, że strona ukraińska wielokrotnie wykorzystywała tereny zaludnione do umieszczana na nich obiektów wojskowych mogących stać się celem ataków. Zdarzało się tak od początku obecnej fazy wojny, ma to też miejsce i obecnie. Dlatego w warunkach tego konfliktu żadna lokalizacja nie jest bezpieczna, a często ofiary cywilne padają po prostu dlatego, że armia zdecydowała się na rozmieszczenie sprzętu bądź ośrodka dowodzenia pośród ludzkich siedzib.
#Kamyszewacha #wojna #drony #bomba #Ukraina
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥107👏35❤34👍31🤔26💯26🙏25😱22😢20
Mark Rutte stwierdził, że nie rozumie do końca reakcji niektórych polityków europejskich na umowę amerykańsko-rosyjską w sprawie dostaw do USA oleju napędowego. Zresztą - nie jest chyba odosobniony, bo doprawdy trudno pewne reakcje w sposób racjonalny wytłumaczyć.
Były niderlandzki premier stojący dziś na czele Sojuszu Północnoatlantyckiego stwierdził, że Europejczycy również w dalszym ciągu kupują olej napędowy z Rosji. Tyle, że robią to przez pośredników, czyli drożej. Amerykanie zdecydowali się tymczasem na nieuprawianie hipokryzji i nieprzepłacanie.
Na obecnym rynku paliw właściwie nie ma już innego wyjścia. Należy brać pod uwagę realia i kierować się prostym rachunkiem ekonomicznym. O ile dostawy z Rosji nie uratują raczej amerykańskiej gospodarki przed drożyzną i inflacją, o tyle mogłyby jeszcze pomóc gospodarce europejskiej, zważywszy na bliskość geograficzną tego kierunku dostaw i istniejącą infrastrukturę przesyłową.
Europejscy politycy panicznie reagują na działania administracji Trumpa, bo po raz kolejny dali się ograć i wyprzedzić. Waszyngton docelowo przejąć chce pełną kontrolę nad handlem surowcami energetycznymi i paliwami pochodzącymi z Rosji. Taka jest prawdziwa stawka i realna przyczyna wspomnianej paniki.
#Rosja #USA #Rutte #NATO #energia
Please open Telegram to view this post
VIEW IN TELEGRAM
🔥53👍47❤34👏29🤔17😱15🙏15💯12😢9